Gdy się przemozesz i odwiedzisz brata swego w poczuciu obowiazku, swiadom pokrewienstwa, po to tylko by go wesprzec wlasnym przykladem, udzielic mu rad mądrych, by zrobic z niego czlowieka. Biezesz ze sobą wszystkie
swoje atuty, swoje wyksztaucenie, zawod, stanowisko, funkcje, dorobek, masz cale zanadrze drobnych zwyciestw nad innymi, kolegami z pracy, sąsiadami. Swojej dumy z.. I tu przekazesz mu liste pieczolowicie pielegnowaną by niczego nie uronic. Kiedy mu to wszystko przedlozysz z propozycją by wreszcze zaczol być tobą, nie ujzysz spojzenia wdziecznego na które czekasz nie uslyszysz slow podziwu, ujzysz spojzenie odpychające, nieprzyjazne, zawiedzione, wrecz, bolesne jak u psa zbitego. A kiedy wyjdziesz wysle za tobą wiele slow cierpkich które nie dotrą do twoich uszu bo nie dla ciebie są wazne le cz dla niego samego po to tylko by by dodac sobie to co mu przed chwilą zabrales. By dodac sobie samemu poczucie wlasnej wartosci. Ktorą tak gorliwie zignorowales. By dodac socie samemu poczucie godnosci ktorej w twoich oczach nie znalazl. Taki jaki był jeszcze przed chwilą już nigdy nie będzie. Już nastepne ziarnko zwątpienia w siebie samego mu posiales. Kiedy się rozstaniecie wymieniając wymuszone spojzenia wdzieczne, usciski braterskie. I slagony waswiechtane o wiezi rodzinnej, braterstwie. Wzajemnym wsparciu. usmiechem ladny, Godny czlowieka zywilizowanego i kulturalnego co wie jak się zachowac, zgasnie dopiero gdy będziesz pewien ze brat cie ie widzi. Wtedy wdziejesz wyraz troskliwy, czlowieka który czani co w jego mocy by pomuc. A spotyka się z niewdziecznoscia, wrecz zawiscia i zazdroscia. Niewdzieczny jest ten swiat, niegodzien twojej dobroci. A brat twój? Gdy straci cie z oczu twaz jego zaleje obuzenie. Nie tego potrzebowal od ciebie. Miał tez w zanadrzu wiele sukcesow których nie zdazyl ci ujawnic, a gdyby nawet miał ta szanse to by się już nie odwazyl. Dales mu odczuc jaki jest maly, niezaradny, nieudolny wrecz za glupi by zyc godnie. Ze nie na sobie ma polegac ale na ludziach mądrych mających osiagniecia. Teraz potrzebuje wielu slow cierpkich by się podniesc, by zzucic z siebie ten ciezar nieudolnosci być tobą, nieudolnosci isc twoją drogą. Zrobiles mu przysluge która was oddalila od siebie i teraz lączy was tylko pokrewienstwo, wspolni rodzice. Teraz siegnie po butelke i wleje w siebie moc ordynarną, moc znieczulenia i pomoze mu to zniesc. Siądzie ufnie z tymi pod budkä z piwem. ci nie przytloczą go swoją waznoscią. Ci nie dadza mu poczuc wlasnej nicosci. Otocza go slowem pelnym otuchy, może i nieprawdziwym ale cieplym. Oni tez mają rodziny wazne nie do zniesienia.