Dienstag, 17. Mai 2011
08:59
Kim jestem na prawdę? By urzec własne oblicze muszę zrzucić z siebie wszystkie nabyte w trakcie całego życia szaty ozdobne i wisiorki lśniące którymi mnie obwieszono jak choinkę by dodać mi blasku, wartości. By zrobić ze mnie "człowieka". Zrobić? Czy to znaczy ze nie urodziłem się człowiekiem i ze to wszystko w co mnie natura tak Chojnie obdarzyła od samego początku jest tak złe ze trzeba to dokładnie przykryć i
zatuszować ? Czy to ze urodziłem się człowiekiem nie robi ze mnie jeszcze człowieka? Ile człowieczeństwa prawdziwego tego z natury jeszcze we mnie zostało. Ile czasu w moim życiu poświęciłem na bycie sobą? Na bycie człowiekiem? Na poznanie samego siebie? Nic. Ani trochę. Nie miałem na to czasu. Nie miałem nawet możliwości o tym pomyśleć. Tego tematu nie ma, nie istnieje. Urodziłem się i nikt nawet tego nie zauważył, nie zauważył mnie. Nikt nie popatrzył na mnie z ciekawością. Od razu stałem się czyjaś własnością, materiałem do obróbki. Polem do popisów pedagogicznych. Ozdoba, chluba, hańbą, nadzieja, rozczarowaniem. Na moja nieskazitelną, nowo narodzoną osobowość przezroczystą jak najczystsza woda źródlana ozdobiono pierwszymi znakami ozdobnymi. Urodzić się człowiekiem to za mało? Już przy narodzinach dostałem pierwsza nalepkę, Chłopiec. I już jestem pieczołowicie kształtowany na to stanie dobrym chłopcem, to bardzo proste, wystarczy nie zachowywać się bron boże jak baba. już moje własne zamiłowania, zainteresowania muszę zapomnieć inaczej spotka mnie słowo piekące. Potem dostane więcej naklejek, nalepek, wetkną mi sztandary chorągiewki, tytuły i jeśli mam ich tyle ze mnie samego już nie widać wtedy mogę być dumny, dumny z siebie i z tych co upszczyli mnie jak choinkę świąteczna, i nadali jej blasku sztucznego. Nauczono mnie być człowiekiem honorowym nie nauczono mnie do czego honor jest dobry bo tego chyba nikt tak dokładnie nie wie ale bez honoru jest się człowiekiem zasługującym na pogardę. Nie chce być gardzony wiec przywdziałem na siebie honor i pomimo ze jest mi ciężarem boje się go pozbyć. Nie chce być godny pogardy. Jestem bezwolny dźwigaczem honoru, wierności, ambicji, dumy ….. I wszystkich tych cech które nie czynią mnie człowiekiem dobrym i wyrozumiałym ale chronią mnie przed pogardą.
Teraz kiedy stanę przed tobą ujrzysz najpierw mężczyznę, ujrzysz moja postać szczelnie ukryta w ubraniach markowych, modnych niemodnych, gustownych niegustownych. Gdy się odezwę ujrzysz moja flagę narodowa, moja religie, po krótkiej rozmowie ujrzysz mój zawód wykształcenie, i co posiadam . Im dłużej będziemy się poznawać tym więcej ozdóbek sztucznych ci ujawnię i wzbudzę w tobie uczucia. W każdym inne. Sympatie, pogardę, zazdrość, zawiść, podziw. Już nie muszę nic robić, samo moje jestem wzbudza w każdym jakieś uczucia i w każdym inne. Ale mnie samego, człowieka, albo raczej ile jeszcze człowieczeństwa tli się we mnie, tego nikt nawet nie szuka. Nikt nawet nie wpadnie na ten pomysł by na mnie szukać. Ta choinka upstrzona mu wystarczy by przyrównać mnie do siebie okiem nieobiektywnym surowym, takim by nie poczuł niższości. Popatrzy na moje ozdóbki uważnie szukając nie co posiadam ale czego mi brakuje w porównaniu do siebie samego . Jeśli znajdzie we mnie wystarczającą ilość wspólnych symboli obdarzy mnie sympatia jeśli nie obdarzy mnie nieufnością. Człowieka we mnie nawet się nie domyśla., nie szuka.
Kto ja jestem? Tego jeszcze nie wiem ale wiem ze jestem na dobrej drodze poznania siebie samego. Misze jedynie obedrzeć się z ze wszystkich ozdóbek nabytych ze wszystkich uczuć sprowokowanych, z rozsądku który i tak nie należy do mnie. Musze uwolnić się od budowania przyszłości, i od doświadczeń z przeszłości. Od wszelkich pragnień wzbudzonych we mnie. Od wszystkich wartości przemijających. Musze nauczyć się nie trzymania się kurczowo niczego. Musze nauczyć się być obserwatorem biernym, karmiącym jedynie ciekawość bez zadania sobie najmilejszego trudu oceny. Musze pozbyć się wszelkich nabytych mechanizmów reagowania i postepowania. Musze stanąć c w tym biegu szalonym i przyglądać się innym ludziom by szukać w nich siebie samego.